niedziela, 19 kwietnia 2015

jeden: bez ciebie nie ma mnie

*Słowa zlewają się w fałszywy ton, gdy nadwrażliwość jest jak bilet w jedną stronę stąd*
coma - leszek żukowski


Nienawidziła tego uczucia.
Nigdy nie chciała czuć bezradności, a jednak ona dręczyła ją tak bardzo, że postanowiła posunąć się do tego.
Spojrzała na tabletki od psychiatry i alkohol. Żurawinowa Finlandia. Mało ambitnie, jak na Tinę Weirather, córkę tej Hanni Wenzel i tego Hartiego Weirathera, przyszłą żonę tego Manuela Fettnera.
Ale idealnie jak na kogoś, kto czuje się wrakiem człowieka i żeby uporać się ze swoim poczuciem beznadziejności, musi korzystać z pomocy psychiatry.
Połknąć, popić, zasnąć. To wystarczy, zupełnie wystarczy, aby uciec od problemów, odciąć się od wszystkiego. Może to nawet i lepiej? Może lepiej zniknąć na zawsze?
Mówi się, że ludzie przed samobójstwem czują się radośni, są weseli, gdyż podjęli decyzję o tym, co się z nimi stanie. Wystarczy po prostu zrealizować plan. Weirather zdawała się temu przeczyć. Była przerażona, bała się dotknąć butelki z alkoholem, fiolki z pigułkami.
Ale nie widziała już innego wyjścia. Nie miała siły, by walczyć. Kiełkowało w niej przekonanie, że wszystkim bez niej będzie lepiej.
Obracała niepewnie tabletkę w palcach, po czym ją połknęła. Podobnie postąpiła z pozostałymi jedenastoma tabletkami. Po chwili wysokoprocentowa ciecz łechtała jej wargi i podniebienie.
Teraz pozostało jej tylko zamknąć oczy i czekać, po prostu czekać.
Obok niej leżała karteczka, list do jej Manuela.

"Kochanie
Nie dałam rady, przepraszam. Poradzisz sobie beze mnie, będzie ci lżej.
Twoja na zawsze Tina"

To już koniec. Pora zacząć nowe, lepsze życie.

*Rodzimy się niewinni
Uwierz mi, nadal jesteśmy niewinni*
avril lavigne - adia

Dla niego był to dobry dzień na skoczni. Decyzją Heinza znalazł się w kadrze A i wreszcie odczuwał prawdziwą radość ze skakania. Lądował coraz dalej, a jego pewność siebie się podnosiła.
Przynajmniej ta sportowa.
W przypadku życia, które dzielił z tą Tiną Weirather, nie działo się dobrze. Bał się, że jej depresja może pociągnąć za sobą straszne, tragiczne konsekwencje, ale był gotów walczyć razem z nią.
Akurat tego dnia Tina zapewniała, że czuje się na tyle dobrze, że może zostać sama w domu. Wiedział jednak, że do takich słów trzeba zachować dystans, dlatego też była tego dnia tylko pod opieką swojej matki. Zazwyczaj dołączała jeszcze Wendy, jej serdeczna przyjaciółka z narciarskich stoków, która obiecała Tinie i jemu pomoc, co stawało się dla nich powoli rutyną.
Nagle ogarnęło go przeczucie, że stało się coś złego. Szybkimi krokami powędrował do drzwi ich mieszkania w Innsbrucku. Usłyszał tylko szlochy swojej przyszłej teściowej, pospiesznie wpadł więc do przedpokoju.
- Hanni? Co się dzieje?!
- Manuel, ja... Ja tylko wyszłam do sklepu, na chwilę, przysięgam - łkała żałośnie. - Przed momentem wróciłam i znalazłam ją.
- Ale nie można jej zostawiać! Nie może być sama! Jezu, Tina! - roztrzęsiony Fettner przykląkł przy jej ciele i sprawdził jej puls. - Oddycha, żyje! Dzwoniłaś na pogotowie?
- Szczęście w nieszczęściu - westchnęła ciężko pani Wenzel. - Właśnie miałam dzwonić. Jeśli ona umrze, nigdy sobie nie wybaczę tego, że zostawiłam ją samą
- To niech pani dzwoni. Ja zaniosę Tinę do łazienki, tego nie może już być w jej żołądku. Może odzyska potem przytomność.
Rozejrzał się po pokoju. Zauważył fiolkę tabletek i butelkę po Finlandii. Obok niej leżała jeszcze kartka. Włożył ją do kieszeni, po czym wziął Tinę na ręce.
- Boże, czemu ty to zrobiłaś - pocałował ją w czoło. - Nie umieraj! Nie da się żyć bez połowy serca.
Robił wszystko, aby jej żołądek choć trochę uwolnił się od tego świństwa.
- Obudź się! Tina, do cholery, obudź się!
W odpowiedzi usłyszał jedynie westchnięcie. Odzyskiwała przytomność. Wracała do świata żywych.
- Nie daję rady, Manu. Przepraszam.
- Poradzilibyśmy sobie, damy radę - westchnął zrezygnowany. - Razem.
- Już są w drodze - Hanni wbiegła do łazienki. - O Boże, Tina! Obudziła się!
- Wyjdź stąd! - powiedziała słabym głosem Weirather do swojej matki. - Wyjdź, rozumiesz?
- Ale...
- Mówię po chińsku? Wyjdź.
Wenzel bez słowa wyszła, a jej kroki kierowały się do salonu, a mianowicie do okna, przez które mogła wypatrywać ambulansu.
- Jadą! - krzyknęła po chwili.
- Chcę umrzeć - wydusiła z siebie odurzona tabletkami Tina.
- Ale ja nie dam ci umrzeć. Nie chcę bez ciebie żyć. Nie potrafię - podniósł głos.
Człowiek nie jest w stanie żyć, jeśli ma tylko jedną komorę serca. To można ująć też metaforycznie - każdy z nas potrzebuje drugiej osoby do kochania, drugiej połowy nas. Każdy potrzebuje kogoś, kogo mógłby obdarzyć swoją bezinteresowną troską i dla kogo mógłby pragnąć szczęścia. Nie jesteśmy stworzeni do samotności. Miłość nie jest zła. Miłość to przywilej. Przywilej, który może otrzymać każdy z nas, jeśli tylko zawalczy.
Chwilę potem Weirather znalazła się na noszach. Manuel trzymał ją nieustannie za dłoń. Jej skóra była biała jak mleko, a jej twarz wskazywała na to, że nieustannie walczyła o każdy oddech.
Walczyła. Czyli jednak zapragnęła żyć.
- Przepraszam. Za wszystko, co wiesz i czego nie wiesz.
- Już dobrze, spokojnie.
Tina była już w miarę bezpieczna. Teraz pozostaje odpowiedzieć na kilka pytań.
Co złożyło się na krok Tiny, pomimo, że było lepiej?
I czego jeszcze o niej nie wiedział?

*
Krótko, bo krótko, ale Tina i Manuel zapraszają

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz